sobota, 3 listopada 2012

w górę jadę windą


listopad to łaskawy w uśmiech dla mnie miesiąc, dobrze się rozpoczął, oby tak się zakończył :) 
jakoś niespecjalnie mam ochotę tu coś pisać, ale nuda i brak planów na wieczór mnie do tego skłonili.. dzień długi, chyba za długi jak dla mnie.. ostatnio jakaś chandra mnie dopadła jesienna i niby wszystko jest ok, ale i tak czuje jakiś niepokój w sobie. dobra koniec smętów, od smętów to mam kogoś innego niż internet! jejku jakby fajnie byłoby, gdyby wszyscy ludzie byli normalni, gdybym nie była mistrzem i nie nabiła sobie 3 guzów na głowie w ciągu 2 dni! 
poza moją środowo-czwartkową chorobą to wszystko nawet ok! muzyczka w głośnikach, NASZA BALETOWA muzyczka jest ;) dobra domóweczka nie jest zła. meczące jest te życie ulicznego rapera i spanie w jednym pokoju z 3 innymi osobami! takie noł lajfy tylko u mnie. dziękuję madzi za nockę, za to że pobiłyśmy nasz rekord, że będziemy dalej go bić i za sobotę z naszą ekipą/drużyna, jak zawsze było cudownie, z nami to tak zawsze. no ale dobra starczy tej skromności bo klawiatury nadużywam, chyba starczy na dziś, jak mi się przypomni to jeszcze jutro coś napisze, bo gorączkę listopadowych weekendów czas zacząć!
+ czuje, ze nie do końca wykorzystałam te wolne dni, jutro by jeszcze coś ciekawego mogłoby się zadziać, ale mniejsza, przecież marzenia i tak się nie spełniają......


ej mała Ty jesteś lekiem na całe zło!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz